Biorąc pod uwagę, że od urodzenia mieszkam w Gdyni a jeszcze nie byłam na najwyższym wzniesieniu w okolicy, postanowiłam to zmienić ;)

Cel obrany: góra Donas (205,7 m. n.p.m.).

GDYNIA DW. GŁ. PKP  → ul. Wolności ul. Podlaska ul. Tatrzańska Cmentarz Witomiński ul. Sosnowa ul. Chwarznieńska rzeka Kacza Obwodnica Trójmiasta rzeka Kacza ul. Wiczlińska ul. Pokrzywowa ul. Łanowa GÓRA DONAS

Wycieczkę rozpoczynamy w okolicy dworca kolejowego w Gdyni, na ulicy Warszawskiej. Iść będziemy szlakiem żółtym, funkcjonującym jako Trójmiejski.

[Szlak Trójmiejski swój początek ma w Gdyni Głównej. Kończy się zaś na dworcu PKS w Gdańsku. Na terenie Gdyni szlak liczy 22,1 km, całościowo natomiast 45,9 km.]

Przecinamy wspomnianą Warszawską, następnie przez chwilę idziemy ulicą Wolności, po czym odbijamy w lewo w ulicę Podlaską. Jest to krótka uliczka, dlatego też po paru momentach wchodzimy w ulicę Tatrzańską. Tu również długo nie zagościmy, gdyż po chwili zauważamy leśną ścieżkę i żółty szlak, którym będziemy podążać (ten kawałek zajmuje nam jakieś 6-8 minut, ale nic dziwnego – do tej pory droga wiodła miejskimi chodnikami).

Skręcamy więc w prawo i na samym początku last wita nas dość stromym – jak na las miejski – podejściem. Pokonujemy to i idziemy dalej.

Ogólnie dzień jest bardzo ciepły, jednak idąc leśną ścieżką upały tak nie doskwierają. Głównie towarzyszy nam cień, jedynie gdy chwilami drzew wokół  nas ubywa i pojawia się wolna przestrzeń, czuć, jak słoneczko przygrzewa.

Po jakimś czasie dochodzimy do Cmentarza Witomińskiego – jego ogrodzenie towarzyszy nam przez krótki fragment wycieczki. To właśnie w tych okolicach mijamy jedyną spacerowiczkę, na którą natrafiamy podczas całej wędrówki.

[W dalszej części spaceru mijamy jeszcze łącznie kilkunastu rowerzystów. Piechurów więcej nie było :) ]

Fajna trasa, przez las, niezbyt ciężka.Później trafiamy na ulicę Sosnową. Jest to leśna droga łącząca gdyńskie Witomino z inną dzielnicą – Demptowem. Idziemy nią przez chwilę, po czym skręcamy w prawo (trochę zabłocony i „zakałużony” fragment) i kierujemy się w stronę ulicy Chwarznieńskiej.

[Wiedząc, że na tej ulicy trwa remont drogi (co widać na załączonym obrazku), myślałam, że trzeba będzie zboczyć ze szlaku i przemaszerować między drzewkami w stronę ulicy Okrężnej, a tam na wysokości (albo kawałek przed) przystanku Okrężna I przejść na pasach na drugą stronę jezdni i spowrotem błądzić między drzewkami w poszukiwaniu szlaku.]

[Po przeciwnej strony ulicy Okrężnej wiedzie również szlak pieszy czerwony (rowerowy zresztą też, ale trochę inną trasą). Mniej więcej w 1/3 drogi między ul. Chwarznieńską a obwodnicą Trójmiasta, łączy się on z naszym żółtym szlakiem. Ten wariant mógłby więc stanowić alternatywę dla ślepego krążenia po lesie.]

Korzystając z niedużego natężenia ruchu i nieobecności budowlańców w pobliżu, przechodzimy (oczywiście w miejscu do tego nieprzeznaczonym) na przeciwną stronę (chociaż – za pewne – nie będzie to zawsze możliwe – zależeć to może od dokładnego miejsca, w którym prowadzone będą prace remontowe w danym dniu i nasilenia ruchu kołowego).

Odnalezienie żółtych znaków, za którymi się kierujemy, nie jest trudne. Po paru chwilach dochodzimy do miejsca, w którym nasz żółty szlak krzyżuje się z czerwonym i ze ścieżką rowerową.

Dzięki obecnym tutaj znakom dowiadujemy się, że znajdujemy się mniej więcej w połowie trasy. 6 km od dworca za nami, do naszego celu pozostało niecałe drugie tyle.

Ruszamy. Tym razem po kilku minutach trafiamy na ściek… Yyy… Rzekę (a raczej rzeczkę) Kaczą. Szlak czerwony ucieka w lewo, jednak wciąż towarzyszy nam ścieżka dla przemieszczających się na dwóch kółkach.

No dobra – docieramy do Trójmiejskiej obwodnicy, pokonujemy przejście pod obwodową i skręcamy w lewo.

Ścieżka rowerowa w swoja stronę, żółty szlak – w swoją. Odcinek teraz pokonywany przebiega ścieżką (początkowo wzdłuż obwodnicy), przy której przez dłuższy czas płynie Kacza.

Po przejściu tej części trasy zbliżamy się do dzielnicy Dąbrowa, a konkretnie do ulicy Koperkowej (do celu: 3 km). Stąd odbijamy w prawo, przez jakiś czas idziemy przez las, po czym musimy przejść przez ulicę Wiczlińską. Ruch jest niewielki, więc przy przystanku „Wiczlińska – Las” przechodzimy na drugą stronę jezdni.

Znowu przemierzamy obszar leśny, jednak nie jest to długi fragment tym razem. Przy jego końcu po raz ostatni podczas naszej wędrówki napotykamy na Kaczą. Pokonujemy niewielki mostek (jaka rzeka – taki most) i zmierzamy w kierunku ulicy Pokrzywowej. Chwilę idziemy wzdłuż muru oddzielającego dróżkę od zabudowań.

Gdy docieramy do tabliczki informującej, jak dojść do góry Donas, widzimy, że można tego dokonać na dwa sposoby:

- podążając dalej żółtym szlakiem przez 1,2 km

lub

- idąc za czarnymi znakami (czego na mapce nie uwzględniono) przez 1,4 km.

Nie zmieniamy planów, czyli do przejścia pozostaje nam jeszcze 1,2 km ;)

Słońce oczywiście bardziej przygrzewa, gdy idzie się przez odkryty teren niż przez las :)

Obiekt docelowy coraz bliżej…

Do pewnego momentu wycieczka przebiega bezproblemowo (poza dwoma wyjątkami, kiedy się zagapiamy, gubimy znaki i musimy cofnąć się do szlaku :) – ale wtedy bez kłopotów odnajdujemy żółte oznakowanie).

Orientujemy się, że ponownie szlak się gdzieś zapodział… Ale cóż, idziemy do przodu w nadziei, że jakoś uda się wrócić na właściwy tor ;) Jednak to się nie udaje, więc cofamy się i – na szczęście – znów dostrzegamy nasz szlak i przebyty niedawno odcinek. Pokonując tę część po raz kolejny, tym razem z większą uwagą przypatrujemy się drzewom, kamieniom, belkom i… Znowu żółte znaki się gdzieś urywają. Mam wrażenie, że albo są gdzieś dobrze zamaskowane, albo wystąpił jakiś błąd ze znakowaniem trasy…

Trudno. Wieża widokowa jest gdzieś niedaleko (z tego miejsca jej nie widać), więc jakoś sobie poradzimy. Zmierzamy na najwyższe wzniesienie w Gdyni, więc, jak podpowiada logika, trzeba kierować się w górę. Najpierw zwyczajną leśną ścieżką…

… coraz bliżej…

… później przez zarośla, obok małego cmentarzyku i dużego krzyża (jedynie jedna spośród mogił posiada tabliczkę; na mapce cmentarza nie zaznaczono), pomiędzy drzewami i…

W końcu jesteśmy na miejscu ;) Z małymi problemami, ale się udaje.

Można nacieszyć oczy widokami, poniżej kilka zdjęć zrobionych z tarasu widokowego powyższej wieży:

Cała wycieczka, średnim tempem, od dworca w Gdyni do góry Donas trwała ok. 3,5 godziny. Myślę, że gdyby nie parokrotne błądzenie, mogłoby to trwać 2,5-3 h ;)

Droga powrotna jest dużo bardziej wygodną i leniwą opcją…

Spośród możliwości opuszczenia góry Donas, wybieramy tę przedstawioną powyżej :) 20 minut spaceru do pętli trolejbusowej usytuowanej przy ulicy Miętowej. I w momencie dotarcia na przystanek wycieczka się kończy.

06.07.2013 r.