Na szlaku

    Wędrówki, góry, odwiedzone miejsca. Po szlakach, ścieżkach, miejskimi drogami.Często ze zdjęciami, rzadziej bez.

    Wpisy z okresu: 8.2013

    Wieża widokowa w Kolibkach

    4 komentarzy

    „KOLIBKI” Wieża widokowa ul. Bernadowska ul. Mazowiecka   SOPOT KAMIENNY POTOK SKM

    Tym razem wycieczka krótsza, więc i opis nie będzie zbyt obszerny…

    Trasa zaczyna się przy przystanku autobusowo-trolejbusowym „Kolibki”.

    [Dojeżdżają tutaj trolejbusy linii 21 i 31 oraz autobus S (na żądanie). Ponadto przystanek wcześniej (ok. 1-2 minut pieszo) kończy bieg trolejbus 26.]

    Prowadzić nas będą znaki czarnego szlaku – Szlak Do Wieży Kolibkowskiej.

    [Widoczne na zdjęciu powyżej żółte znaki są znakami Szlaku Kępy Redłowskiej: od molo w Gdyni Orłowie do zbiegu ulic Wielkopolskiej i Spokojnej w Małym Kacku.]

    Przechodzimy obok stacji beznynowej i parkingu przy Centrum Handlowym Klif, następnie pod wiaduktem kolejowym.

    Idziemy ulicą Spółdzielczą: początkowo chodnikiem, później leśną ścieżką. Mijamy niewielkie zabudowania, altanki. Po paru minutach skręcamy w lewo i naszym oczom ukazuje się wieża widokowa – główny cel wędrówki.

    Całość drogi „do” zajmuje około 20 minut. Taras widokowy umiejscowiony jest na wysokości 28 metrów, a żeby się tam dostać, musimy pokonać około 100 schodków. Patrząc na zdjęcia można wywnioskować, że pogoda jest bardzo dobra – jednak wchodząc na taras da się odczuć mocne podmuchy witaru ;) Im wyżej, tym w mniejszym stopniu okoliczne drzewa osłaniają przed działaniem wiatru.

    Nagrodą za wdrapanie się na taras są takie widoki:

    - Zatoka Gdańska, molo, marina i plaża w Sopocie

    - Orłowo

    - na pierwszym planie w środku (od prawej): stadion piłkarski GOSiR, Narodowy Stadion Rugby, Hala Sportowo-Widowiskowa, dzielnice: Wzgórze Św. Maksymiliana, Redłowo.

    - gdyńskie Witomino

    Wracać można oczywiście tą samą trasą, jednak dla urozmaicenia i przedłużenia wycieczki wybieramy wariant dojściowy do stacji SKM-ki w Kamiennym Potoku.

    Ruszamy….

    Jeszcze rzut oka za siebie, na wieżę…

    Idziemy dróżką między krzewami, przechodzimy obok bardzo zaniedbanego sadu porzeczkowego, po czym na chwilę wchodzimy do lasu. Cały czas czarnym szlakiem…

    Z lasu wychodzimy dość szybko i wkraczamy na teren osiedla, głównie domków jedno- i wielorodzinnych. Nie idąc długo chodnikiem, ulicą Bernadowską, skręcamy o 90° w lewo. Po upływie paru momentów, po prawej stronie widzimy (nieznany mi wcześniej ;-)) zbiornik wodny. Jest nim Staw Mazowiecki mieszczący się w dolnym biegu rzeczki zwanej Sweliną (ciężko mi stwierdzić, czy znajduje się on jeszcze na terenie Gdyni, czy już na terenie Sopotu).

    [Swelina jest ciekiem wodnym granicznym między Gdynią a Sopotem.]

    Parę zdjęć Stawu Mazowieckiego:

    Po minięciu stawu – już na dobre- opuszczamy tereny zielone. Znajdujemy się już – na pewno – w Sopocie, na ulicy Mazowieckiej (stąd nazwa stawu).

    Jakiś czas poświęcamy na pokonanie tej ulicy, która zaprowadzi nas już do miejsca, w którym czarny szlak się kończy. Swój początek i koniec mają tutaj także inne szlaki piesze.

    Szlak Do Wieży Kolibkowskiej kończy bieg zaraz przy tacji SKM Sopot Kamienny Potok. Stąd jest także blisko do przystanków, z których można odjechać w kierunku Gdyni lub do pozostałej części Sopotu.

    Trasa „od” pochłonęła około 30 minut.

    Ogólnie wędrówka krótka, ale z bardzo ciekawym punktem w środkowej części trasy.

    Odbyto dnia 21.07.2013 r.

    „Zakopane odkopane”

    3 komentarzy

    Głód gór spowodowany brakiem możliwości wyjazdu w te rejony trzeba jakoś nasycić… Książki i inne publikacje poświęcone tej tematyce dobrze się w tej roli sprawdzają ;)

    „Zakopane odkopane”,

    Paulina Młynarska, Beata Sabała-Zielińska

    Pierwszy raz o tej książce usłyszałam w jednym z programów TVN-owskiego kanału Style, do którego została zaproszona jedna z autorek (lub obie – nie pamiętam już). Później natknęłam się na tę książkę w placówce znanej (ale nie tej najbardziej) sieciowej drogerii, więc pokusiłam się o przeczytanie paru fragmentów…

    Łupem padło kilka pierwszych zdań rozdziału o Krupówkach. Już wtedy wiedziałam, że styl, w którym utwór ten został napisany, mi odpowiada.

    Pierwsze wrażenie nie zmyliło mnie i po przeczytaniu całości nie jestem zawiedziona. Przyjemnie, płynnie i szybko się czyta. Niejednokrotnie można wyczuć ironię – a to uwielbam! Autorki przedstawiają wiele ciekawych miejsc, przybliżają postaci z zimową stolicą Polski związane: tych wielu z nas znanym, ale również osoby, które mimo różnych zasług dla miasta (m.in. artystycznych, sportowych) raczej mieszkańcom dalszych rejonów kraju znane nie są.

    Uświadczymy także wielu krytycznych uwag skierowanych w stronę nieodpowiedzialnych działań i turystów w klapkach, architektonicznych koszmarków i niewykorzystywania artystycznego potencjału Zakopanego do jego promocji… (Ale przyznajmy szczerze – turyści w klapkach pod Giewotnem na niepochlebne słowa w szczególności zasługują ;))

    W książce znajdziemy wiele ciekawych anegdotek, informacji, których w zwykłych przewodnikach na próżno szukać. Opisuje ona życie i poszczególne jego elementy w mieście u podnóża Tatr.

    Nie jest to przewodnik, zbiór sztywno przytoczonych faktów.

    A czym w takim razie jest „Zakopane odkopane”? To utwór z sercem pisany, w którym pomiedzy kąśliwymi uwagami, pochwałami, zachwytem, opisami wyczuć można także żal i ubolewanie autorek nad zaniedbaniem pewnych miejsc, postaci, które mogłyby być w większym stopniu wykorzystywane do promocji miasta.

    Znajdziemy tu liczne prawdy o Zakopanem – utwór napisały osoby, które w mieście tym spędzają więcej czasu niż turysta i potrafią przybliżyć tę górską miejscowość w różnych aspektach – często z przymrużeniem oka.

    Przeczytamy tu o historii „Zakopca”, o jego mieszkańcach, ich charakterach, specyfice pewnych miejsc (jak Krupówki czy Gubałówka), no i o turystach oblegających te rejony przez cały rok.

    A! Zapomniałam o jednym, niezwykle istotnym elemencie… (Chociaż właściwie to o pięciu). A mianowicie – pieć kilkuzdjęciowych wstawek umieszczonych gdzieś między kolejnymi stronami tekstu to ogromna zaleta tej książki, obrazująca (na kolorowo!) to, co zostało w niej napisane.

    Polecam! :)