Głód gór rósł, rósł… Na szczęście udało się go zaspokoić ;-)

Kiedy tęskni się za tymi rejonami, to nie jest ważna pora roku, podczas której się tam wybierzemy… Jesień w górach? Teraz wiem, że jak najbardziej jest to opcja na TAK!

No a wracając… Tak, jednak udało się w tym roku wyjechać w góry – wyjazd dość krótki (ok. 3,5 dnia), ale warto jechać te 700 km nawet dla tych paru dni w Zakopanem i na tatrzańskich szlakach… To jest silniejsze…

Termin: padło na drugą połowę listopada. Dość ryzykowne to było – pogoda mogła być niesprzyjająca. No mogła być, ale co z tego, skoro tak się nie stało? Pogoda była świetna, jak na tę porę roku. Bardzo słonecznie, w ciągu dnia ciepło, wieczorami oczywiście chłodniej, no ale tu brak słońca o tej porze dnia stwarzał tę różnicę… Śnieg widoczny w oddali, na wysokich szczytach – niżej można było spotkać niewielkie jego ilości.

Jak się trafi na tak dobre warunki pogodowe, to trzeba to wykorzystywać i ruszać na szlak. Dzień był dość krótki i słońce zachodziło ok. godziny 16, co skutkowało tym, że trzeba było się ograniczyć raczej do niezbyt długotrwałych wycieczek, ale to nie wpłynęło negatywnie na ten wyjazd.

Zalety pokonywania górskich szlaków jesienią?

Przede wszystkim w większym stopniu można doświadczyć ciszy i spokoju, które wtedy panują… Na szlakach – pojedyncze osoby, głównie na początku popularnych szlaków. Można w spokoju cieszyć się widokami i fotografować, bez konieczności obmyślania, jak tu złapać dobre ujęcie, żeby nikt obcy w kadr nie wpadł ;-) Brak tłoku… Naprawdę można było odpocząć od miasta, od ludzi, cieszyć się obcowaniem z naturą, słyszeć własne myśli.

Świetnie było przez długie chwile nie spotykać nikogo na szlaku, mieć tak niesamowite miejsca tylko dla siebie (no, prawie ;) ). Mieć Tatry na wyłączność. Trochę samolubne podejście, ale czuje się dużą różnicę między latem na szlaku a jesienią…

No i na Krupówkach też bez tych dzikich tłumów, które tam latem się kręcą… Bez skaczących do muzyki myszek, bez puszczanych baniek i naciągających turystów na kasę biznesmenów kręcących kubeczkami. I również zjeść można spokojnie – stolik znajdzie się bez problemu.

Wkrótce pewnie naskrobię coś z wejścia na Sarnią, ze spaceru Kościeliską z dojściem nad Staw Smreczyński i z niewejścia na Kopieniec :)

Widok ze ścieżki pod Reglami: