Na szlaku

    Wędrówki, góry, odwiedzone miejsca. Po szlakach, ścieżkach, miejskimi drogami.Często ze zdjęciami, rzadziej bez.

    Wpisy z tagiem: szlak

    Wieża widokowa w Kolibkach

    4 komentarzy

    „KOLIBKI” Wieża widokowa ul. Bernadowska ul. Mazowiecka   SOPOT KAMIENNY POTOK SKM

    Tym razem wycieczka krótsza, więc i opis nie będzie zbyt obszerny…

    Trasa zaczyna się przy przystanku autobusowo-trolejbusowym „Kolibki”.

    [Dojeżdżają tutaj trolejbusy linii 21 i 31 oraz autobus S (na żądanie). Ponadto przystanek wcześniej (ok. 1-2 minut pieszo) kończy bieg trolejbus 26.]

    Prowadzić nas będą znaki czarnego szlaku – Szlak Do Wieży Kolibkowskiej.

    [Widoczne na zdjęciu powyżej żółte znaki są znakami Szlaku Kępy Redłowskiej: od molo w Gdyni Orłowie do zbiegu ulic Wielkopolskiej i Spokojnej w Małym Kacku.]

    Przechodzimy obok stacji beznynowej i parkingu przy Centrum Handlowym Klif, następnie pod wiaduktem kolejowym.

    Idziemy ulicą Spółdzielczą: początkowo chodnikiem, później leśną ścieżką. Mijamy niewielkie zabudowania, altanki. Po paru minutach skręcamy w lewo i naszym oczom ukazuje się wieża widokowa – główny cel wędrówki.

    Całość drogi „do” zajmuje około 20 minut. Taras widokowy umiejscowiony jest na wysokości 28 metrów, a żeby się tam dostać, musimy pokonać około 100 schodków. Patrząc na zdjęcia można wywnioskować, że pogoda jest bardzo dobra – jednak wchodząc na taras da się odczuć mocne podmuchy witaru ;) Im wyżej, tym w mniejszym stopniu okoliczne drzewa osłaniają przed działaniem wiatru.

    Nagrodą za wdrapanie się na taras są takie widoki:

    - Zatoka Gdańska, molo, marina i plaża w Sopocie

    - Orłowo

    - na pierwszym planie w środku (od prawej): stadion piłkarski GOSiR, Narodowy Stadion Rugby, Hala Sportowo-Widowiskowa, dzielnice: Wzgórze Św. Maksymiliana, Redłowo.

    - gdyńskie Witomino

    Wracać można oczywiście tą samą trasą, jednak dla urozmaicenia i przedłużenia wycieczki wybieramy wariant dojściowy do stacji SKM-ki w Kamiennym Potoku.

    Ruszamy….

    Jeszcze rzut oka za siebie, na wieżę…

    Idziemy dróżką między krzewami, przechodzimy obok bardzo zaniedbanego sadu porzeczkowego, po czym na chwilę wchodzimy do lasu. Cały czas czarnym szlakiem…

    Z lasu wychodzimy dość szybko i wkraczamy na teren osiedla, głównie domków jedno- i wielorodzinnych. Nie idąc długo chodnikiem, ulicą Bernadowską, skręcamy o 90° w lewo. Po upływie paru momentów, po prawej stronie widzimy (nieznany mi wcześniej ;-)) zbiornik wodny. Jest nim Staw Mazowiecki mieszczący się w dolnym biegu rzeczki zwanej Sweliną (ciężko mi stwierdzić, czy znajduje się on jeszcze na terenie Gdyni, czy już na terenie Sopotu).

    [Swelina jest ciekiem wodnym granicznym między Gdynią a Sopotem.]

    Parę zdjęć Stawu Mazowieckiego:

    Po minięciu stawu – już na dobre- opuszczamy tereny zielone. Znajdujemy się już – na pewno – w Sopocie, na ulicy Mazowieckiej (stąd nazwa stawu).

    Jakiś czas poświęcamy na pokonanie tej ulicy, która zaprowadzi nas już do miejsca, w którym czarny szlak się kończy. Swój początek i koniec mają tutaj także inne szlaki piesze.

    Szlak Do Wieży Kolibkowskiej kończy bieg zaraz przy tacji SKM Sopot Kamienny Potok. Stąd jest także blisko do przystanków, z których można odjechać w kierunku Gdyni lub do pozostałej części Sopotu.

    Trasa „od” pochłonęła około 30 minut.

    Ogólnie wędrówka krótka, ale z bardzo ciekawym punktem w środkowej części trasy.

    Odbyto dnia 21.07.2013 r.

    Biorąc pod uwagę, że od urodzenia mieszkam w Gdyni a jeszcze nie byłam na najwyższym wzniesieniu w okolicy, postanowiłam to zmienić ;)

    Cel obrany: góra Donas (205,7 m. n.p.m.).

    GDYNIA DW. GŁ. PKP  → ul. Wolności ul. Podlaska ul. Tatrzańska Cmentarz Witomiński ul. Sosnowa ul. Chwarznieńska rzeka Kacza Obwodnica Trójmiasta rzeka Kacza ul. Wiczlińska ul. Pokrzywowa ul. Łanowa GÓRA DONAS

    Wycieczkę rozpoczynamy w okolicy dworca kolejowego w Gdyni, na ulicy Warszawskiej. Iść będziemy szlakiem żółtym, funkcjonującym jako Trójmiejski.

    [Szlak Trójmiejski swój początek ma w Gdyni Głównej. Kończy się zaś na dworcu PKS w Gdańsku. Na terenie Gdyni szlak liczy 22,1 km, całościowo natomiast 45,9 km.]

    Przecinamy wspomnianą Warszawską, następnie przez chwilę idziemy ulicą Wolności, po czym odbijamy w lewo w ulicę Podlaską. Jest to krótka uliczka, dlatego też po paru momentach wchodzimy w ulicę Tatrzańską. Tu również długo nie zagościmy, gdyż po chwili zauważamy leśną ścieżkę i żółty szlak, którym będziemy podążać (ten kawałek zajmuje nam jakieś 6-8 minut, ale nic dziwnego – do tej pory droga wiodła miejskimi chodnikami).

    Skręcamy więc w prawo i na samym początku last wita nas dość stromym – jak na las miejski – podejściem. Pokonujemy to i idziemy dalej.

    Ogólnie dzień jest bardzo ciepły, jednak idąc leśną ścieżką upały tak nie doskwierają. Głównie towarzyszy nam cień, jedynie gdy chwilami drzew wokół  nas ubywa i pojawia się wolna przestrzeń, czuć, jak słoneczko przygrzewa.

    Po jakimś czasie dochodzimy do Cmentarza Witomińskiego – jego ogrodzenie towarzyszy nam przez krótki fragment wycieczki. To właśnie w tych okolicach mijamy jedyną spacerowiczkę, na którą natrafiamy podczas całej wędrówki.

    [W dalszej części spaceru mijamy jeszcze łącznie kilkunastu rowerzystów. Piechurów więcej nie było :) ]

    Fajna trasa, przez las, niezbyt ciężka.Później trafiamy na ulicę Sosnową. Jest to leśna droga łącząca gdyńskie Witomino z inną dzielnicą – Demptowem. Idziemy nią przez chwilę, po czym skręcamy w prawo (trochę zabłocony i „zakałużony” fragment) i kierujemy się w stronę ulicy Chwarznieńskiej.

    [Wiedząc, że na tej ulicy trwa remont drogi (co widać na załączonym obrazku), myślałam, że trzeba będzie zboczyć ze szlaku i przemaszerować między drzewkami w stronę ulicy Okrężnej, a tam na wysokości (albo kawałek przed) przystanku Okrężna I przejść na pasach na drugą stronę jezdni i spowrotem błądzić między drzewkami w poszukiwaniu szlaku.]

    [Po przeciwnej strony ulicy Okrężnej wiedzie również szlak pieszy czerwony (rowerowy zresztą też, ale trochę inną trasą). Mniej więcej w 1/3 drogi między ul. Chwarznieńską a obwodnicą Trójmiasta, łączy się on z naszym żółtym szlakiem. Ten wariant mógłby więc stanowić alternatywę dla ślepego krążenia po lesie.]

    Korzystając z niedużego natężenia ruchu i nieobecności budowlańców w pobliżu, przechodzimy (oczywiście w miejscu do tego nieprzeznaczonym) na przeciwną stronę (chociaż – za pewne – nie będzie to zawsze możliwe – zależeć to może od dokładnego miejsca, w którym prowadzone będą prace remontowe w danym dniu i nasilenia ruchu kołowego).

    Odnalezienie żółtych znaków, za którymi się kierujemy, nie jest trudne. Po paru chwilach dochodzimy do miejsca, w którym nasz żółty szlak krzyżuje się z czerwonym i ze ścieżką rowerową.

    Dzięki obecnym tutaj znakom dowiadujemy się, że znajdujemy się mniej więcej w połowie trasy. 6 km od dworca za nami, do naszego celu pozostało niecałe drugie tyle.

    Ruszamy. Tym razem po kilku minutach trafiamy na ściek… Yyy… Rzekę (a raczej rzeczkę) Kaczą. Szlak czerwony ucieka w lewo, jednak wciąż towarzyszy nam ścieżka dla przemieszczających się na dwóch kółkach.

    No dobra – docieramy do Trójmiejskiej obwodnicy, pokonujemy przejście pod obwodową i skręcamy w lewo.

    Ścieżka rowerowa w swoja stronę, żółty szlak – w swoją. Odcinek teraz pokonywany przebiega ścieżką (początkowo wzdłuż obwodnicy), przy której przez dłuższy czas płynie Kacza.

    Po przejściu tej części trasy zbliżamy się do dzielnicy Dąbrowa, a konkretnie do ulicy Koperkowej (do celu: 3 km). Stąd odbijamy w prawo, przez jakiś czas idziemy przez las, po czym musimy przejść przez ulicę Wiczlińską. Ruch jest niewielki, więc przy przystanku „Wiczlińska – Las” przechodzimy na drugą stronę jezdni.

    Znowu przemierzamy obszar leśny, jednak nie jest to długi fragment tym razem. Przy jego końcu po raz ostatni podczas naszej wędrówki napotykamy na Kaczą. Pokonujemy niewielki mostek (jaka rzeka – taki most) i zmierzamy w kierunku ulicy Pokrzywowej. Chwilę idziemy wzdłuż muru oddzielającego dróżkę od zabudowań.

    Gdy docieramy do tabliczki informującej, jak dojść do góry Donas, widzimy, że można tego dokonać na dwa sposoby:

    - podążając dalej żółtym szlakiem przez 1,2 km

    lub

    - idąc za czarnymi znakami (czego na mapce nie uwzględniono) przez 1,4 km.

    Nie zmieniamy planów, czyli do przejścia pozostaje nam jeszcze 1,2 km ;)

    Słońce oczywiście bardziej przygrzewa, gdy idzie się przez odkryty teren niż przez las :)

    Obiekt docelowy coraz bliżej…

    Do pewnego momentu wycieczka przebiega bezproblemowo (poza dwoma wyjątkami, kiedy się zagapiamy, gubimy znaki i musimy cofnąć się do szlaku :) – ale wtedy bez kłopotów odnajdujemy żółte oznakowanie).

    Orientujemy się, że ponownie szlak się gdzieś zapodział… Ale cóż, idziemy do przodu w nadziei, że jakoś uda się wrócić na właściwy tor ;) Jednak to się nie udaje, więc cofamy się i – na szczęście – znów dostrzegamy nasz szlak i przebyty niedawno odcinek. Pokonując tę część po raz kolejny, tym razem z większą uwagą przypatrujemy się drzewom, kamieniom, belkom i… Znowu żółte znaki się gdzieś urywają. Mam wrażenie, że albo są gdzieś dobrze zamaskowane, albo wystąpił jakiś błąd ze znakowaniem trasy…

    Trudno. Wieża widokowa jest gdzieś niedaleko (z tego miejsca jej nie widać), więc jakoś sobie poradzimy. Zmierzamy na najwyższe wzniesienie w Gdyni, więc, jak podpowiada logika, trzeba kierować się w górę. Najpierw zwyczajną leśną ścieżką…

    … coraz bliżej…

    … później przez zarośla, obok małego cmentarzyku i dużego krzyża (jedynie jedna spośród mogił posiada tabliczkę; na mapce cmentarza nie zaznaczono), pomiędzy drzewami i…

    W końcu jesteśmy na miejscu ;) Z małymi problemami, ale się udaje.

    Można nacieszyć oczy widokami, poniżej kilka zdjęć zrobionych z tarasu widokowego powyższej wieży:

    Cała wycieczka, średnim tempem, od dworca w Gdyni do góry Donas trwała ok. 3,5 godziny. Myślę, że gdyby nie parokrotne błądzenie, mogłoby to trwać 2,5-3 h ;)

    Droga powrotna jest dużo bardziej wygodną i leniwą opcją…

    Spośród możliwości opuszczenia góry Donas, wybieramy tę przedstawioną powyżej :) 20 minut spaceru do pętli trolejbusowej usytuowanej przy ulicy Miętowej. I w momencie dotarcia na przystanek wycieczka się kończy.

    06.07.2013 r.

    TOPOROWA CYRHLA Psia Trawka  Waksmundzka Polana  Rówień Waksmundzka Polana pod Wołoszynem Wodogrzmoty MickiewiczaWanta MORSKIE OKO Wanta Wodogrzmoty Mickiewicza PALENICA BIAŁCZAŃSKA ( parking w Jaszczurówce ;))

    Początek tej wycieczki planowany jest w Toporowej Cyrhli. W pobliżu miejsca, w którym rozpoczyna się szlak, nie ma jednak, gdzie zaparkować, więc jedziemy dalej i docieramy do Jaszczurówki. Jest tutaj bezpłatny parking na kilkanaście samochodów, a po drugiej stronie ulicy znajduje się kaplica.

    [Kaplica pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa została wybudowana w latach 1904-1908.Świątynię i jej wnętrze zaprojektował S. Witkiewicz w stylu zakopiańskin – informacje z odwrotu mapy turystycznej ;).]

    Od parkingu idziemy przez mniej więcej kwadrans (głównie poboczem, rzadziej chodnikiem). Zaczynamy wędrówkę czerwonym szlakiem. Początkowo (przez pół godziny marszu) towarzyszą nam także znaki zielone, ale później odchodzą w prawo na Polanę Kopieniec, Wielkiego Kopieńca (1328 m. n.p.m.), a kończą się przy opisanym wyżej parkingu w Jaszczurówce.

    Zaskoczeniem jest budka, w której kupuje się bilety wstępu na teren TPNu, zlokalizowana w środku lasu ;p

    Kiedy szlaki się rozchodzą, kierujemy się w stronę Psiej Trawki. Wciąż wypatrujemy koloru czerwonego, który będzie nam towarzyszył aż do samego Morskiego Oka.

    Pogoda nie dopisuje – mży, po drodze są liczne kałuże, błoto, jest ślisko. Nie sprzyja to fotografowaniu, czego efektem całego odcinka leśnego (z Cyrhli do drogi Oswalda Balzera) są jedynie dwa zdjęcia tego żyjątka:

    Spodobał mi się kolor tego bezskorupkowego ślimaczka ;)

    Przy Psiej Trawce (1182 m. n.p.m.) nasz szlak przecina się ze szlakiem czarnym.

    [Czarny szlak przebiega utwardzoną drogą aż do Hali Gąsienicowej i schroniska Murowaniec. W jego dalszej części mija się Litworowy Staw, Zielony Staw, Krytkowiec, Czerwone Stawki. Kończy się na Świnickiej Przełęczy (2051 m. n.p.m.).]

    Od Psiej Trawki również idziemy przez jakiś czas utwardzoną drogą. Po mniej więcej 60 minutach trafiamy na Waksmundzką Polanę, przy której postawiony został krzyż. Stąd jeszcze trochę wędrówki, a osiągniemy Rowień Waksmundzką (1410 m. n.p.m.). Od tego miejsca, aż do asfaltowej drogi prowadzącej do Morskiego Oka, czeka nas więcej schodzenia niż podejść.

    Różnica wysokości między tymi punktami wynosi nieco ponad 300 metrów. Pokonujemy m.in. kamienistą ścieżkę pośród niewysokich krzewów. Etap leśny zajmie nam jeszcze ponad godzinę.

    Na całym odcinku od Toporowej Cyrhli do drogi O. Balzera znajduje się kilka stromych podejść i zejść, co sprawia, że potem dość mocno czuje się tę trasę w nogach. ;) Nie mijamy też zbyt wielu turystów… Być może ze względu na pogodę lub po prostu nie jest ten fragment szlaku popularny.

    Po wyjściu z lasu trafiamy na dobrze wszystkim znaną i obleganą drogę, która zaprowadzi nas prosto nad Morskie Oko i do sąsiadującego z nim schroniska. ;) Po paru minutach dochodzimy do Wodogrzmotów Mickiewicza – jednego z najczęściej fotografowanych miejsc na tej trasie.

    [Stąd można również zejść zielonym szlakiem do schroniska w Rozotoce lub – w przeciwnym kierunku – przez Dolinę Roztoki nad Wielki Staw Polski (cały czas zielonym).]

    Podążamy wciąż za czerwonym oznakowaniem po asfalcie, z paroma skrótami przez las. Warto dodać, że mniej więcej od wspomnianych skrótów przemieszczamy się Doliną Rybiego Potoku.

    [W górnej części Doliny Rybiego Potoku znajduje się Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami. Dnem tej doliny płynie Rybi Potok, który później łączy się z potokiem Biała Woda – wspólnie tworzą Białkę.]

    Po drodze do celu mijamy postój dla dorożek (tutaj przejażdżkę kończą osoby, które zdecydowały się na taką formę przemieszczania się z Palenicy Białczańskiej) oraz punkty gastronomiczne i toaletę.

    Do celu coraz bliżej… Im bliżej „mety”, tym z nieba więcej kropel deszczu spada. ;) Jednak trzeba iść dalej.

    Nareszcie… Morskie Oko i schronisko (1410 m. n.p.m.). Wiecej radości sprawia widok tego drugiego. :p Na zewnątrz jest zimno, opady coraz bardziej intensywne, do tego dochodzi dość mocny wiatr i zmęczenie… Nawet brak ochoty na zrobienie większej ilości zdjęć w taką (nie)pogodę, dlatego posiadam tylko parę fotek z tego miejsca… No, pora wejść do schroniska, zjeść coś, chwilkę odpocząć, bo czas nagli, a trzeba jeszcze wrócić… ;) A Morskie Oko z okien schroniska również ładnie się prezentuje. ;)

    [Warto przytoczyć kilka informacji na temat dzisiejszego celu:

    - Morskie Oko jest największym jeziorem tatrzańskim

    - jego powierzchnia zajmuje prawie 35 ha

    - lustro jego wody położone jest na wysokości 1395 m. n.p.m

    - kiedyś zwane było również Rybim Jeziorem lub Rybim Stawem

    - pierwsze schronisko powstało tutaj już w I połowie XIX wieku, a obecne stoi od początku XX wieku.]

     

    Wychodzimy ze schroniska, pada coraz mocniej… Dodatkowo wiatr potęguje odczucie zimna. Trzeba się spieszyć, jest około 16:30. W przypadku drogi powrotnej nie ma za bardzo czego opisywać.

    Cały czas zmierzamy asfaltową drogą w kierunku Palenicy Białczańskiej. Pokonując leśne skróty, trzeba wykazać się większą ostrożnością – podczas ulewnego deszczu na kamiennych schodkach jest ślisko, płyną nimi strumienie wody, a gdzieniegdzie tworzą się kałuże.

    W Tatrach – jak to w górach – pogoda potrafi się zmieniać w mgnieniu oka (pewnie każdy, kto choć raz odwiedził te rejony, tego doświadczył ;)). W okolicach Wodogrzmotów opady nie są już tak intensywne, a po chwili już całkiem ustają i ustępują miejsca promieniom późnopopołudniowego słońca… O wiele lepiej się idzie, jednak przemoczone ubrania wciąż przypominają o niedawnej ulewie… No ale dochodzimy już do Palenicy. Stąd trzeba się jeszcze dostać do parkingu w Jaszczurówce, ale to już podjedziemy busem. ;) Wysiadamy w Toporowej Cyrhli (chociaż teraz wydaje mi się, że można było wysiąść trochę dalej… ), pokonujemy pieszo kilka minut, przechodzimy obok kapliczki i tutaj kończy się dzisiejsza wycieczka. ;) (Nareszcie!)

    [Szczerze, to jak do tej pory była to dla mnie najbardziej męcząca wędrówka.]

    Droga od Jaszczurówki przez Toporową Cyrhlę do Morskiego Oka zajęła nam około 5 godzin, a od schroniska do Palenicy Białczańskiej 1,5 h. Są to czasy lepsze od tych przedstawionych na mapie (a w tym pierwszym przypadku należy pamietać, że zaistniała konieczność poświęcenia kilku minut na dojście z parkingu do początku czerwonego szlaku. ;)

    Czas przejścia (wg mapy):

    Toporowa Cyrhla – Morskie Oko: 5:10

    Morskie Oko – Palenica Białczańska: 2:00

    Różnica wysokości:

    404 m. (992 m. n.p.m. Toporowa Cyrhla, lustro wody Morskiego Oka 1395 m. n.p.m.)

    Najwyżej położonymi punktami na tej tarsie były: Rówień Waksmundzka i Schronisko przy Morskim Oku – po 1410 m. n.p.m.

    Wyczieczka odbyła się 17.07.2012r.